24-26 lutego 2006
V Zimowy Spływ Kajakowy z FXem "Chocina 2006"
Z powodu niestabilnej pogody decyzja zapadła 24 godziny przed spływem. Jedziemy! Nastąpiła pełna mobilizacja. Załatwianie noclegu, kajaków, pianek nurkowych - tylko w takich bezpiecznie można płynąć zimą, zbieranie ekipy. Ostatni weekend lutego, a jednocześnie ostatni weekend karnawału to ostatni moment na tego typu imprezę. Aby spłynąć zimą i się dobrze bawić potrzebny jest śnieg na brzegu i trochę lodu na rzece. Tylko w takiej rzeczywistości można obserwować niesamowite cudy zimowej aury.
Budzący się w czwartkowy ranek uczestnicy imprezy nie wiedzieli jeszcze, że kolejnego późnego wieczora, o świetle latarek przemierzać będą z wiosłem w ręku zmrożoną częściowo rzekę. Mit stał się faktem jednak już kilka lat wcześniej - zima jest równie dobra na tego typu zabawę. Już po raz piąty FX partnerzy zdecydowali się na takie szaleństwo. Od 2002 roku zimą przepłynęli: Brdę, Obrę i dwukrotnie Wełnę.
Wybraliśmy w tym roku niewielką rzeczkę Chocinę płynącą poprzez Zaborski Park Krajobrazowy i wpadającą do Jeziora Karsińskiego, w piątkowy wieczór zaś płynęliśmy Brdą. Towarzyszyły nam samotne łabędzie, które wynurzały się niepostrzeżenie z ciemności nocy i startowały z niesamowitym hałasem wprost na światła latarek czołowych. Pięciokilometrowy odcinek rzeki przedzielony był zamarzniętym jeziorem. Trzeba było je pokonać niczym Kamiński w drodze na biegun - ciągnąc za sobą kajaki na linach. Przy okazji świetnie bawiliśmy się przy wyciętym z przerębli lodzie, podświetlając go odpowiednio i robiąc dziwne zdjęcia - było już po północy. Przed końcem płynięcia okazało się jeszcze, iż kajak Olgi - jedynej kobiety - i Bratka nabiera wody. Trzeba było ich ewakuować z tonącej jednostki, która po odcedzeniu została podczepiona linką do innego kajaka. Jednocześnie kolejny - Stacha i Grocia - stał się na tę chwilę trzyosobowy.
W sobotę przerzuciliśmy się na Chocinę, szlak wiódł od wioski o dźwięcznej nazwie Binduga, gdzie Zygacz miał pamiętne spotkanie z psem. Impreza rozkręciła się na całego - hitem tegorocznego spływu było wpływanie całym kajakiem pod sterczące nad brzegami platformy - tafle lodu pamiętające wyższy o pół metra stan wody sprzed miesiąca. Lód był tak mocny, że w momencie kiedy kajak z załogą znajdował się pod nim, na górze leżeć mogła inna osoba! Były i "bobsleje", czyli ślizg do wody kajakiem z brzegu. Wówczas zazwyczaj dosyć duże ilości wody wlewały się do środka. Kolejną zabawą było "kto dalej popłynie zamarzniętym kanałem dopływającym do rzeki". Należało się rozpędzić i krusząc 3 cm lód, młócąc wiosłami i przyciągając się wspinaczkowymi czekanami zdobyć jak najlepszy wynik. Inną "olimpijską" dyscypliną, którą uprawialiśmy, był curling połączony z tańcem na lodzie. kajakiem, który wraz z operatorem wiosła ciągnięty był przez dwie osoby rozmieszczone po obu stronach kanału, krusząc lód niczym niezgorszy l dołamacz! Obiadem były tego dnia pyszne kiełbaski z ogniska, które mimo śniegu udało się bez trudu rozpalić - wiadomo, harcerskie korzenie. Po ognisku była jeszcze chwila płynięcia, a potem dłuuuugie czekanie na transport kajaków. Powstały przy okazji tej przerwy kolejne zwariowane pomysły takie jak bobsleje po polu, czy kręcenie filmu o wspinaczach (kamera przechylona względem podłoża i gość "wciągający" się na czekanach, dodatkowo scena "spadania" - główny bohater głośno krzyczący i ciągnięty przez resztę za nogi).
Sobotni wieczór spędziliśmy bardzo przyjemnie w wygodnej bazie agroturystycznej w Swornychgaciach. Przede wszystkim wygrzaliśmy się po mroźnym dniu, zjedliśmy kolację i pyszny deser lodowy z okazji obchodzonych tego dnia czterdziestych urodzin Stacha! Oglądaliśmy mecz hokejowy i graliśmy w "Tabu" pozostawiając w pamięci niezapomnianego Jasia - Chucka Norrisa - który tłumacząc hasło "Donżuan" przypisał je najpierw trzem muszkieterom, a potem kazał skojarzyć ze swoim imieniem.
Niedziela rozpoczęła się pyszną jajecznicą szefa i już po chwili byliśmy w drodze ku kolejnej przygodzie. Niespodziewaną przeszkodą był wielki jaz 50 metrów od pierwszego zwodowania kajaków. Jawor miał fantastyczną okazję do drugiej wywrotki (pierwsza była dzień wcześniej), ale jej nie wykorzystał. Sztuka ta udała się niestety Stachowi za skromną pomocą Gramola i przez pozostałą cześć dnia był do połowy mokry. Tymczasem Bratek popisał się fantastycznym dwumetrowym skokiem na przeciwległy wysoki brzeg z lodu. Chwycił czekan i nim fotografowie zdołali chwycić aparaty oraz kamery, znalazł się po drugiej stronie rzeki. Olbrzymi blok lodowy pod naporem ciała runął w kipiel, ale Bratek spokojnie podciągnął się na czekanie i zwycięsko wyszedł z opresji. Akcja niczym z "Granic wytrzymałości"!
Tego dnia rzeka wiła się ze zdwojoną namiętnością - brakowało bodajże choć jednego prostego stumetrowego odcinka. Zabawy trwały w najlepsze - wystarczy wspomnieć ciągnięcie kajaka i skracanie sobie drogi brzegiem wśród meandrującej rzeki czy wyścigi ze startu wspólnego. z mostku!
Kiedy dopłynęliśmy do Jeziora Karasińskiego i wyciągnęliśmy kajaki na lód z żalem pomyśleliśmy, że w podobnych warunkach i ekipie wsiądziemy w nie dopiero za rok. Spływ zakończyliśmy zaciągnięciem kajaków do bazy noclegowej, kąpielą najtwardszych w jeziorze - przy uciesze i jednocześnie bezgranicznym zdziwieniu miejscowej ludności, oraz wspólnym męskim zdjęciem w "gaciach" przy tablicy nazwy miejscowości "Swornegacie".
Jedno jest pewne - warto było być!!!
Na V Zimowy Spływ Kajakowy FX partnerów "Chocina 2006", który odbył się w dniach 24-26 lutego 2006 roku pojechali: Olga Nowacka, Tomek "Bratek" Bratkowski, Marcin "Grociu" Grottel, Stach "Stachu" Sałata, Jan "Chuck Norris" Chmielewski, Kuba "Zygacz" Zygarłowski, Paweł "Martin" Martinek, Michał "Jawor" Jaworski, Maciej "Gramol" Gramacki.