09-11 stycznia 2009
VII Zimowy Spływ Kajakowy FX partnerzy "Dobrzyca 2009"
Początek stycznia 2009r. w Poznaniu był okresem trzaskających mrozów i temperatur sięgających minus 20 stopni Celsjusza. Rzeki i jeziora skuwał gruby lód, a na moją skrzynkę mailową przyszło zaproszenie od Kuby Zygarłowskiego - "Zygacza" na niekonwencjonalną imprezę organizowaną przez ekipę FX partnerzy. Zimowy spływ kajakowy!!! :)) SUPER!
Nie zastanawiając się ani chwili, potwierdziłem swój udział w tej niecodziennej wyprawie. Przeorganizowałem swoje plany weekendowe, spakowałem niezbędny ekwipunek i byłem gotowy powalczyć z każdą lodowatą rzeką.
W piątek 9 stycznia wieczorem wyruszyliśmy samochodem w towarzystwie Jacka i Igły w długą drogę z Poznania do Szwecji. Po około trzech godzinach byliśmy już na miejscu, w znanym wielu kajakarzom gospodarstwie agroturystycznym "Przy Białej Kładce" w Szwecji. Na szczęście wszyscy mówili tam po Polsku, było polskie jedzenie, a płatności regulowało się w naszej walucie. Rozlokowaliśmy się w przytulnym budyneczku, gdzie niczego nam nie brakowało (wygodne sypialnie na poddaszu, ciepły kominek , toaleta w budynku i łazienka z gorącą wodą oraz namiastka aneksu kuchennego). Po krótkim zapoznaniu się ze wszystkimi uczestnikami spływu przebraliśmy się w zabezpiezające ciepło organizmu zimowe pianki nurkowe, spakowaliśmy podręczny ekwipunek i wyruszyliśmy na bliskie spotkanie z Dobrzycą. Około godziny 22.00 w świetle latarek "czołówek" 9 śmiałków zwodowało (a właściwie to dosłownie zlodowało) kajaki w miejscowości Czapla. Pierwsze kilkadziesiąt metrów naszego nocnego odcinka musieliśmy pokonywać przy pomocy niezawodnych w tej sytuacji czekanów. Wiosła na totalnie zamarzniętym odcinku rzeki na niewiele się przydawały. Nasze pierwsze zmagania z Dobrzycą obserwowali z niedowierzaniem stróż pobliskiej elektrowni wodnej i jego pies. Dla mnie zimowa odmiana spływu kajakowego była zupełnie nowym doświadczeniem. Wersja nocna przeszła jednak moje oczekiwania. Okazało się, że pływanie kajakiem po lodowatej rzece, miejscami mocno skutej lodem może zapewnić wiele frajdy. Manewrowanie kajakiem wśród powalonych drzew i wystających z rzeki niespodzianek to stały element każdego spływu. Wiele ciekawszych wrażeń dostarczało jednak pokonywanie kolejnych kilometrów rzeki najeżonej zwałkami, krami lodowymi oraz całymi polami lodowymi w świetle latarek "czołówek". Tutaj należy się duży szacunek dla kolegi Jacka, który niejednokrotnie przejmował funkcję lodołamacza lub holownika innych kajaków (w zależności od potrzeb). Po dwóch godzinach, kiedy wydawało się, że nic mnie już tutaj nie zaskoczy wyczerpały się baterie w mojej "czołówce" i wtedy to zaczęła się prawdziwa zabawa. Przez około godzinę płynęliśmy wyłącznie przy naturalnym świetle księżyca. Od czasu do czasu wpadaliśmy kajakiem w jakieś krzaki lub inne chaszcze. Około godziny 01.00 po trzygodzinnym etapie nocnym dotarliśmy szczęśliwie, bez ofiar w ludziach i sprzęcie do Bukowej Góry. Wszyscy dostaliśmy trochę w kość, ale było ZAJEFAJNIE… Każdy marzył o ciepłym prysznicu i puchowej kołdrze, który czekał na nas w bazie noclegowej.
Następnego dnia szef spływu Zygacz był dla nas bardzo łaskawy. Dał nam trochę dłużej pospać i spokojnie zjeść na śniadanie pyszne naleśniki. Sobotni odcinek na Dobrzycy rozpoczęliśmy około południa w Rudnicy. Aby wprowadzić coś nowego FX partnerzy rozpoczęli ten etap od nietypowej zabawy - kajakowy kulig. Kulig złożony z kilku kajaków z wiosłującymi kajakarzami, ciągnięty przez terenową Toyotę po ośnieżonych leśnych dróżkach to obrazek, który mógłby wprawić w osłupienie niejednego człowieka z bujną wyobraźnią.
Ponieważ nie wszyscy się na tę atrakcję załapali, koniecznie trzeba będzie to kiedyś powtórzyć. Po leśnym kuligu w wersji kajakarskiej zwodowaliśmy kajaki i ruszyliśmy przepięknie meandrującym odcinkiem Dobrzycy. Tego dnia na rzece było zdecydowanie mniej lodowych gór, a przeszkody zdarzały się sporadycznie. W związku z tym FX partnerzy zaproponowali kolejną zabawę - konkurs skoków kajakiem z mostu. Do udziału w tej konkurencji zgłosili się na ochotnika: Grot, Igła i Zygacz. Najwięcej skoków o zróżnicowanej skali trudności oddał Grot. Swój "pierwszy raz" miał w tej konkurencji Igła. Tajniki Dobrzycy bardzo dokładnie i dosłownie zgłębił w tej konkurencji Zygacz. Jego kajak po skoku zanurkował najgłębiej, napił się wody, stracił sterowność i zamienił się w okręt podwodny. Przed godziną 16.00 dotarliśmy w komplecie do Ostrowca. Jeszcze pamiątkowe zdjęcie ekipy zimowych kajakarzy w towarzystwie małego bałwanka i wróciliśmy na zasłużony odpoczynek do Szwecji. Po ciepłym prysznicu i pysznym jedzeniu większość z nas ucięła sobie dłuższą drzemkę. Wieczorne ciasto mamy Ani, gry integracyjne Zygacza oraz przemówienia Igły, rozmowy Jawora na tematy "HMD Węże", dowcipy Alexa "o przelatujących heblach" czy "wędkarzu i kajakarzu" były nam bardzo potrzebne.
W niedzielę rano mogliśmy sobie trochę poleniuchować i nabrać sił na ostatni odcinek zimowego spływu Dobrzycą z Ostrowca do Czapli. Tego dnia nasza ekipa na wodzie powiększyła się o Gramola i liczyła już 10 osób. Na początku zrobiliśmy kilka pamiątkowych zdjęć z tablicą miejscowości SZWECJA oraz tablicą rzeki DORZYCA. Zwodowaliśmy kajaki z załogami techniką bobslejową i ruszyliśmy ochoczo z biegiem rzeki. Kolejnym urozmaiceniem spływu były tego dnia "bitwy morskie". Mini potyczki kajakami, spychanie sąsiednich kajaków w zarośla obracanie innym łodzi w kierunku przeciwnym do płynięcia pozwalało nam urozmaicić bardziej leniwe odcinki Dobrzycy. W czasie jednej z "walk" kajaków o wąski przesmyk Gramol wgramolił się na krę, która nie wytrzymała naporu jednostek pływających i ku uciesze reszty było plum… W porze obiadowej zrobiliśmy sobie przerwę na ognisko i kiełbaski. Gramol opatentował na obiad nowe danie "kebab spływowy z ogniska". Cóż za kreatywność :-) Po obiedzie zmieniły się składy załóg i miałem przyjemność dalej popłynąć z Gosią, która podobnie jak ja zimą płynęła po raz pierwszy. Dalsze kilometry spływu przyniosły kolejną niespodziankę. Zobaczyliśmy żywego bobra, który niespodziewanie pojawił się na prawym brzegu rzeki. Wprost ze śniegu ześlizgnął się do wody, dał nura i nawet nie pozwolił sobie pstryknąć zdjęcia.
Na zakończenie spływu w miejscowości Czapla FX partnerzy zorganizowali ostatnią konkurencję kajakarską- bobsleje (zjazd z górki do rzeki) z udziałem dwóch załóg. Zygacz z Gramolem w swoim zjeździe z gracją musnęli Dobrzycę i bez żadnych hamulców zatrzymali się dopiero po drugiej stronie natomiast Jawor z Grociem po dwóch próbach podczas których nie dotarli nawet do rzeki za trzecim razem pokazali klasę. Efektowny zjazd z wyskokiem, a następnie głębokim wejściem bobsleja w Dobrzycę i mokrym zimnym finiszem zostały szczegółowo udokumentowane na filmikach i zdjęciach. Oj będzie co wspominać...
Na tym zakończyła się nasza niezapomniana przygoda z zimową Dobrzycą.
Dziękuję Kubie Zygarłowskiemu za zaproszenie na tę wspaniałą wyprawę w towarzystwie FX partnerów. Było ZAROMBIŚCIE!
Gorące pozdrowienia dla całej ekipy kajakarzy zimowej Dobrzycy 2009: Ani, Gosi, Zygacza, Igły, Jacka, Grocia, Alexa, Jawora i Gramola.
Jacek Goździk


