• polski
  • deutsch

24 marca 2001

I Wyprawa Kubusia Puchatka w Poszukiwaniu Wiosny

Witamy na oficjalnej stronie internetowej "I Wyprawy Kubusia Puchatka w Poszukiwaniu Wiosny"

Jeżeli jesteś Przyjacielem, Krewnym lub Znajomym Tygryska i Królika to zapraszamy niżej, jeśli jednak te określenia nic Ci nie mówią to znaczy, że ta strona nie jest adresowana do Ciebie :-)

Wiosenny poranek 24.03. powitał nas pięknym puszystym śniegiem. Na ten widok wielu zwątpiło w powodzenie "Wyprawy Kubusia Puchatka". Decyzja głównodowodzącego była jednak jednoznaczna: "Jasne, że jedziemy!"

No i proszę na to hasło już w parku Wilsona zebrała się spora ekipa prawie 80 osób ( w sumie pojawiło się ponad 100 poszukiwaczy wiosny, w tym połowa to dzieci). Niektórzy, jak Grottelowie, czy Ciślacy przybyli nawet w prawdziwie wiosennych przebraniach. Kolorowe kwiatki na kurtkach oraz pomalowane na zielono włosy wyglądały rewelacyjne.

Na powitanie było szukanie odznak z Kubusiem-Poszukiwaczem, które w nawiązaniu do zimowej pogody porozwieszane były jak bombki na choince. Ze śniegu ulepiliśmy też pięknego Puchatka. Na rozgrzanie pobawiliśmy się w "Węże", "pociągi" "powódź" i stanęliśmy do wspólnego zdjęcia. Potem Kuba-Zygacz rozdzielił nas na cztery grupy: Czerwonych, Zielonych, Żółtych i Niebieskich, wybraliśmy kierowników i rozpoczęliśmy wyprawę.

Pierwszym celem był dworzec. Grupy potraciły częściowo swych kierowników i uczestników, którzy wsiedli do samochodów i popędzili na czterech kółkach, by móc powitać nas w Skokach. Mocno osłabieni "Niebiescy", w składzie dwie osoby dorosłe i czwórka dzieci, próbowali wmieszać się w inne grupy, co im się nawet, mimo protestów, prawie udało. Napięcie rosło wraz ze zbliżaniem się do celu, więc kiedy znaleźliśmy się na peronie i podjechał pociąg trudno było uwierzyć, że to rzeczywiście nasz. Wsiadaliśmy i wysiadaliśmy z pociągu, bo mimo zapewnień konduktora, że to pociąg do Wągrowca przez Skoki, myląca tablica informacyjna nie dawała nam spokoju.

Na dodatek byliśmy bez biletów - Bogusia stała jeszcze w ogromnej kolejce. Hasło: "każda grupa do innego wagonu" zostało absolutnie zignorowane. Wszyscy w popłochu wbiegli do tego samego wagony oczywiście na górę. A po zdjęciu kurtek z kokardkami trudno było nawet rozpoznać, kto jest "czerwony" a kto "zielony". Jedynie "Żółci" - młodzi Grottelowie & Co. - odseparowali się od "matek z dziećmi", czyli reszty towarzystwa i stworzyli na dole salon gier hazardowych.

Kasia wyjęła jeszcze przed odjazdem pociągu kredki i wiosenne kwiatki do kolorowania, byśmy choć teoretycznie poznali, jak wygląda wiosna, więc dzieci zajęte kolorowaniem nawet nie zauważyły, że pociąg ruszył. Bogusia i Ola zdążyły na szczęście wskoczyć do pociągu i nie musieliśmy tym razem jechać "na gapę".
Zajęły pozycje strategiczne w innych wagonach, by ułatwić przemieszczanie się dzieci, a tym samym radość współtowarzyszy podróży. Wszystkim zrobiło się ciepło i przyjemnie, że początkowo nikt nie chciał myśleć o chodzeniu. Okazało się jednak, że młodsi dużo szybciej dochodzą do siebie i dzieci już po pięciu minutach były gotowe do dalszej wędrówki. A malować można było nie tylko u Kasi, czyli na miejscu. Również Ola, dwa wagony dalej, miała przygotowane kartki i kredki. Nie dziw więc, że stały u niej kolejki, bo każdy chciał namalować pięknego Kubusia, Tygryska czy też Królika.

A i u Bogusi działy się same ciekawe rzeczy. Oto okazało się, że ktoś pociął zdjęcie Kubusia Puchatka szukającego wiosny, więc trzeba było je złożyć i posklejać. Ledwie każdy zdążył namalować i posklejać Kubusie a tu już Łopuchowo. Na hasło: "Pomału przygotowujemy się do wyjścia" dzieci były w dwie sekundy gotowe. Na górze było jednak dużo za ciepło. Sobciu został zatem mianowany "naczelną opiekunką" i zszedł z wszystkimi maluchami na dół. Trzeba przyznać, że próbę tę zdał znakomicie, mimo że na początku mówił, że czwórka to maksymalna ilość, którą może się opiekować. Widok tak miły, że nawet nie zauważyliśmy, jak szybko pociąg zbliżył się do Skoków i tu powitani zostaliśmy miłym głosem z megafonu: "Pociąg osobowy z Poznania do PUCHATKOWA wjechał na tor przy peronie drugim".

Dalsza podróż do Smolarek odbywała się samochodami. Oczywiście największym powodzeniem cieszył się autobusik Mokasyna. Wszyscy próbowali tam wejść, więc reszta samochodów jechała częściowo pusta. A w Smolarkach... przepiękne zimowe krajobrazy: świerki w puchowych, śniegowych płaszczykach, białe drogi wijące się między polami, przykryta śniegiem górka zapraszająca do zjazdów saneczkowych, no i oczywiście sypiący cały czas śnieg. Jak to dobrze, że wyprawa miała na celu szukanie, a nie znalezienie wiosny, bo mogłoby być ciężko. Z samochodów wyciągnięte zostały saneczki, konie (czyli panowie) zostały zaprzęgnięte i kulig ruszył.
I mogłoby się okazać, że wiosenna wyprawa zakończyłaby się kuligiem, gdyby nie determinacja Kuby i Mokasyna - plan musi być zrealizowany!Konie zostały wezwane do zajechania na plac apelowy, zebrania swoich grup i odebrania tajnych zadań.

Cóż było robić? Ruszyliśmy na poszukiwanie "małego co nieco". Dzieci narzuciły takie tempo, że prawie biegliśmy. Gra przygotowana była przez Mokasyna, więc było co robić. Zbieraliśmy nie tylko części do puzzli, by w cztery grupy odczytać na koniec miejsce, gdzie ukryty jest skarb, trzeba było też szukać listów z zadaniami. I tak np. zamienialiśmy się czasem w króliki, by w ten sposób skakać do wyznaczonego punktu, lub zbieraliśmy kolorowe karteczki, czy też biegaliśmy slalomem między słupkami.
Na trasie byli też rozstawieni organizatorzy, którzy przygotowali konkursu dla dzieci i dorosłych. m.in.: kulanie piłki pomiędzy pachołkami w kapturze na głowie, przeciąganie liny czy typowo wiosenna zabawa jaką jest lepienie bałwana.

Na szczęście każdej ekipie udało się przebyć trasę, wykonać zadania i pomału zbieraliśmy się ponownie w Smolarkach. Tutaj czekała na nas gorąca herbata, grochówka z wkładką, a nawet kawa. Ale to oczywiście nie koniec. Trzeba było jeszcze zrobić z siana i szmatek Marzannę. Już po chwili na dworze straszyły zimę cztery Marzanny. 'Żółci' byli na tyle perfekcyjni, że dla swojej Marzanny zrobili nawet piękne korale z szyszek, ale i inne Marzanny nie były gorsze.

Po tych przygotowaniach tłumnie ruszyliśmy nad staw, gdzie Marzanny wśród okrzyków zostały podpalone i wrzucone do wody. Każda z grup musiała też wykrzyknąć hasło związane z Wyprawą Puchatka. Niebiescy nawiązali do obecnej sytuacji w rolnictwie europejskim, a ich hasło brzmiało tak:

Choć "Puchatek" jest zimowy,
A w około wściekłe krowy
My się mrozu nie boimy
I tę zimę przegonimy

Śnieg co prawda nie stopniał od razu, ale wszystkim zrobiło się lżej. Teraz już tylko ostatni - najważniejszy punkt programu znalezienie "małego co nieco". Na apelu po rozdaniu pamiątkowych dyplomów ze zdjęciem udało się złożyć puzzle z 16 części i odczytać miejsce ostatniej wiadomości, by potem dotrzeć już do skarbu.

Nie myślcie, że ktokolwiek był zmęczony - chłopacy rzucili się biegiem na górkę a potem na podwórko, by za chwilę triumfalnie wrócić ze skrzynką pełną lizaków. Co wytrzymalsi przystąpili zaraz potem do gry w piłkę nożną, jakby ruchu tego dnia mieli mało i trzeba było ich siła ciągnąć do aut, bo chyba w ogóle nie wyjechaliby ze "Stumilowego Lasu.

Część uczestników została jeszcze w bazie aby pośpiewać przy akompaniamencie gitary. Główni organizatorzy "Wyprawy" Volano i Zygacz wyjechali z "Chatki Puchatka" około ósmej. Jednak jak się później okazało ostatni uczestnicy przyjechali do Smolarek o dziewiątej wieczorem.

Tym razem szukając wiosny znaleźliśmy przecudną zimę. Być może następnym razem poszukując jesieni znajdziemy wiosnę? Ale na razie wszyscy ze wspaniałymi wspomnieniami wróciliśmy do swoich chatek.

Renata Baranowska


Serdecznie dziękujemy wszystkim za tak liczny udział
w "I Wyprawie Kubusia Puchatka w Poszukiwaniu Wiosny".
Szcególne podziękowania składamy tym, kórzy pomogli nam w przygotowniu "Wyprawy" czyli komitetowi organizacyjnemu w składzie:

a także tym, którzy stali na punktach: Oli, Gramolowi, Stachowi, Bratkowi, Damianowi, Karolowi, MIkołajowi i Pawłowi oraz Matejce, który był fotografem imprezy a także Czereśniakowi za wykonanie baneru rajdowego.

Volano i Zygacz

Zapraszamy Was do przesłania nam swoich wrażeń z imprezy. Sprawozdania umieścimy na puchatkowej stronie internetowej (tylko te z pozytywnymi opiniami - hi, hi) .

Volano:
tel. 8-410-360
fax. 8-410-220
kom. 0-602-212-496
e-mail: awozniak@wlkp.top2.pl

Zygacz:
tel. 8-266-275
fax. 8-266-275
kom. 0-606-454-121
e-mail: biuro@fxpartnerzy.pl

Zapraszamy do obejrzenia sprawozdania z ubiegłorocznego "II Rajdu Samochodowego Krewnych i Znajomych Królika".

© 1999-2008 FX partnerzy | millenium project | Horyzont | Mapa